godai | 25.02.2010, o 10:00 | W kategorii O filmach

Morisaki i Matsuno to dwójka licealistów. Chłopaki należą raczej do spokojnych, uczą się nieźle, a połączył ich wspólny protest w pierwszej klasie. Od tamtej pory są w zasadzie nierozłączni, aż do tej tak strasznie do bólu typowej sceny, gdy jeden drugiemu daje w mordę z powodu dziewczyny.

Rikako Muto to nadęta laska, która ze względów rodzinnych zmuszona była opuścić boskie Tokio i zamieszkać w małym Kochi. Matsuno błyskawicznie wywala oczy na lewą stronę, ale szybko okazuje się, że to Morisaki staje się dziewczynie bliższy – wielokrotnie daje się niemożebnie rolować, aby towarzyszyć jej w najróżniejszych opresjach.

Szum morza, mimo, że wyszedł ze studia Miyazakiego, nie nosi na sobie charakterystycznego piętna Ghibli. Tematycznie zbliżony jest najbardziej do Powrotu do marzeń. Tak, jak tam, mamy współczesną klamrę, spinającą długi ciąg retrospekcji, opatrywanych niekiedy komentarzem z offu przez obecne wcielenie Morisakiego.

Historia, jak wszystkie licealne historie o miłości i przyjaźni, jest w sumie prosta. Scenarzysta i reżyser nie napinają się ponad miarę – i może dobrzy, bo dzięki temu dostajemy ciepłą opowieść obyczajową, która łatwo mogła przerodzić się w farsę w stylu romantycznej komedii.

Wszystko w tym filmie jest na miejscu – od początku do końca, od pierwszej chwili, gdy Rikako pojawia się na scenie, wiemy już, jak potoczy się akcja. Nie dziwi nas ani to, że laska jest rozwydrzoną gówniarą, ani to, że beznamiętnie manipuluje chłopakami, ani to, że ci zachowują się chwilami jak głupcy. Każdy z nas zna to ze swoich lat licealnych, kiedy brednie urastały do rangi problemów.

Postacie są ledwie nakreślone, ale twórcy zrobili to w wystarczającym stopniu, aby móc pokazać ich ewolucję. W każdym z trójki zachodzą stopniowe zmiany, które dorosły Morisaki puentuje swoimi przemyśleniami. Oczywiście nieuniknione jest domyślenie się w pewnej chwili, dokąd ta ewolucja nas zaprowadzi. Klamra narracyjna płynnie spina całość, zostawiając zakończenie może nie otwarte – ale jednak nie dosłowne. Jak w Uciekającym pociągu Konczałowskiego – wiemy, co się teraz stanie, więc autorzy już nam tego nie pokazują.

Graficznie Szum morza również odbiega od “standardu Ghibli”, podobnie jak wspomniany Powrót do marzeń czy Rodzinka Yamadów. Kreska jest prosta, niemal hermetyczna, brak jest ozdobnych, zbędnych elementów, ciasne plany i zamknięte przestrzenie unikają typowego dla bardziej baśniowych filmów studia rozmachu i przytłaczającego przepychu.

Ale prawdopodobnie właśnie dzięki tej graficznej ascezie film, mimo upływu lat, nadal dobrze się ogląda – obrazek nie zestarzał się w najmniejszym stopniu. Poza tym, jest to nadal czysty, bardzo urokliwy design – w końcu osią akcji jest piękna młoda dziewczyna.

Jest to film, który nadaje się na wiele okazji. Na maraton Ghibli, jako chwila wytchnienia; na wieczór z drugą połową, jako świetna, spokojna alternatywa dla kupoprodukcji z Maciejem Drewno; czy wreszcie jako krótka i szybka, sentymentalna wycieczka we własne wspomnienia.

Warto się z nim zapoznać.

Szum morza

scenariusz: Saeko Himuro

reżyseria: Tomomichi Mochizuku

Format: 16×9, kolor, 70 minut, napisy / lektor polski

dystrybutor: Monolith Video


Inne wpisy być może podobne:

Podziel się na:
  • Twitter
  • Wykop
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Flaker
  • Śledzik
  • RSS

godai | 21.02.2010, o 12:20 | W kategorii Słowo na niedzielę

A więs… Sarna szłek z wiadrem na łbu.

Że zacytuję klasykę (niekoniecznie zaś klasyka).

Przed chwilą siadłem i pomyślałem – napiszę sobie Słowo na jutro, będzie z głowy. A potem uświadomiłem sobie, że niedziela jest dziś.

Wszystko przez to, że długo w nocy siedziałem i piłem piwo, a tydzień się rozsypał, bo mamy znów nagrania i jeździłem po końcach świata także w dni wolne. Dziś zresztą, o 18, też jadę.

Ale ja nie o tym chciałem, torment w babilonie nie jest niczym nowym ani ciekawym.

3 marca odbędzie się premiera nowego Kolektywu, numeru 6. Jednocześnie magazyn obchodzi swoje trzecie urodziny, bo dokładnie w marcu 2007 pierwszy numer sprzedawaliśmy na WSK.

Na WSK, którego w tym roku pewnie nie będzie. A może będzie, nie wiem. Jeśli tak, to pewnie Dolna Półka nie będzie się wystawiać, bo rok temu zdarli nas jak inkwizycja z heretyka skórę i musieliśmy 2/3 zarobku wywalić za zaszczyt sprzedawania. Nie życząc więc nikomu źle, olaliśmy robienie premiery na konwencie.

Więc, rzeczonego 3 marca, o 18:00 na Chłodnej 25 w stolicy zapraszam po nowe dziecko. Wraz z nami będzie Osiedle Swoboda i Gang Wąsaczy.

I w zasadzie informacja ta jest zupełnie nadmiarowa, bo chyba wszyscy (prócz patronów medialnych Kolektywu) już ją podali dawno.

Na zachętę jeszcze jedna, bonusowa strona z wnętrza magazynu.

Gniew Kehtanita scen. Biedrzycki, rys. Pakulski

Za to dzień później, 4 marca o bodajże 20:00 w DKF Celuloid przy Muzeum Etnograficznym będzie pokaz Persepolis. O tym nikt z was nie napisał.

Plus z ostatniej chwili – powoli dobiegają końca prace nad zgromadzeniem 365 Matek Boskich. Po jednej na każdy dzień roku. Aż prosi się wykonanie wtedy ikonografii do takiej listy… Zostawiam was z tym pomysłem.


Inne wpisy być może podobne:

Podziel się na:
  • Twitter
  • Wykop
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Flaker
  • Śledzik
  • RSS